czwartek, 6 października 2011

Świat jest tylko (naszym) umysłem

Dużo się dzieje. Każdy dzień zaczynam najpóźniej o 7.30 , bez względu na to, czy zajęcia mam o 10 czy o 8 - chcę wydłużyć mój dzień tak bardzo, jak to tylko możliwe. Cieszę się, słysząc ulicę za oknem i cieszę się, widząc kolorki mojego pokoju, jestem radosna, wychodząc z łóżka. Poranna poczta, śniadanie, książka. Zniesienie roweru-jazda pod górkę i pomiędzy przechodniami-szukanie miejsca "parkingowego"-zajęcia. Kilka godzin ciągłego "wow", mój mózg pracuje na ogromnych obrotach, zaraz się przepali. Około godziny 14 jestem już zmęczona i przez to marudna. Szybki obiad gotowany w domu, z powrotem na uczelnię. Trochę mniejsza uwaga, ale mimo to kilka stron notatek i przemyśleń zabieram do domu. Jazda z górki-zakupy-kolacja-poczta-small talk ze współlokatorami-nauka i *coś*. Potem o 22.30 już w łóżku, w głowie podsumowując dzień, wyciszając umysł.

To *coś* to ciekawostki. To spotkanie z Alą czy Dominiką, Wojtkiem lub Wojtkiem, to kino, to słuchanie muzyki, to gapienie się na ludzi (siedząc na oknie), jutro Karolina, pojutrze Karolina i dreszczowce, a dzisiaj...


... a dzisiaj był wykład. Tak, po całym dniu (FANTASTYCZNYCH, bo czwartek jest moim dniem FANTASTYCZNYCH) wykładów pierwsze, co robię ja po powrocie do domu to wybranie się na kolejny wykład. Miał on miejsce w Wyższej Szkole Humanistyki i Dziennikarstwa, której nazwa brzmi trochę *puf*, ale której budynku wnętrze robi wrażenie - pełne jakichś mniej lub bardziej intrygujących dzieł sztuki, ładnie pomalowane korytarze.


Wykład był na temat "Świat jest tylko umysłem", prowadzony przez dr Artura Przybysławskiego z okazji 35lecia Buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce. Nie będę zagłębiać się w to, jak wspaniałym mówcą i mądrym człowiekiem pan Artur jest, wynotuję tylko kilka zagadnień z tego, co mówił (a ja wyprodukowałam 6 stron notatek o tym), ku zastanowieniu:
- czy to, co widzimy to świat zewnętrzny, niezależny czy może zależny (np. od naszej interpretacji)? a więc: czy istnieje coś takiego jak niezależna, obiektywna rzeczywistość?
- "widzimy wszystko, tylko nie to, co jest naprawdę" - skoro świat materialny złożony jest z maluteńkich atomów, czy nasze postrzeganie nie jest tylko iluzją?
- wszystko, co się dzieje - dzieje się w naszym umyśle; wszystko jest tylko (naszą) interpretacją świata zewnętrznego; nawet nasze emocje potrafią być silne tylko dlatego, że nadajemy czemuś znaczenie, a więc coś ze świata zewnętrznego interpretujemy jako ważne;
- rzeczywistość jest doskonała (ani dobra ani zła), tylko my ją niewłaściwie przeżywamy;
- buddyjskie szczęście - być szczęśliwym niezależnie od emocji i stanu;
itede itede itede...

I tak, ten wykład trochę na mnie wpłynął. Kiedy po półtorej godzinie wyszłam z budynku, okazało się, że padało i to całkiem mocno i trochę kropi nadal. Kałuże, ciemno, mokre siodełko (bo akurat dzisiaj nie wzięłam pokrowca na nie), zimno i nieprzyjemnie. Moja pierwsza reakcja: "Pada?! O nie, przekichane!", a po chwili w sumie zaczęłam się śmiać sama z siebie i przez następnych 30 minut jazdy cieszyłam się tym, jak w mokrych kostkach brukowych odbija się śpiący Poznań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz