wtorek, 6 września 2011

Fiesta

Wczorajszy dzień zaczęłam od Belem, dzielnicy Lizbony, która właściwie Lizboną już nie jest, choć wszystkie przewodniki ją do miasta zaliczają. Tak czy inaczej - miejsce urocze.


Belem, prócz fantastycznych małych uliczek z praniem i ludźmi siedzącymi na balkonie, jest szczególnie znane dzięki wielkiemu kościołowi, muzeum archeologicznemu i...


... Muzeum Sztuki Współczesnej. Żeby nie tracić czasu na zwiedzanie wszystkich muzeów, wybrałam tylko to jedne. Wybór został dokonany po przeczytaniu w przewodniku koncepcji muzeum - wystawa stała ma być podróżą przez wszystkie współczesne nurty artystyczne. Każda ekspozycja opatrzona jest ciekaymi informacjami na temat powstania, założeń i cechami charakterystycznymi poszczególnych stylów.


No, a niewątpliwym plusem muzeum były jego zbiory (wow, odkrycie!), które zawierały takie nazwiska jak Dali, Picasso, Miro czy Warhol. Żyję w świecie popkultury, więc ujrzenie takich ikon naszych czasów spowodowało moje ogromne podekscytowanie.


Po muzeum i przydługim nieco marszu, wybrałam pewną kafejkę na odpoczynek i zaplanowanie następnych kilku minut.


Zamówiłam małą tartaletkę z budyniem i kawę. Było smacznie, choć nie powalająco, szczególnie w porównaniu do...

... bacalhau a braz, portugalskiego dania, przygotowanego dla mnie specjalnie przez Pedro. Choć wygląda nieco obrzydliwie, muszę powiedzieć, że było pysznie - ryby, beszamel, wiórki ziemniaczane, mniaaaam...


Po kolacji poszliśmy z Pedro i jego dwiema koleżankami na...



... wiejską fiestę! Miasteczko, któego nazwy akurat nie pamiętam, obchodziło święto swojego patrona, całe było przystrojone...


... nawet kościół wyglądał dostojnie!

To jednak, co zdziwiło mnie najbardziej - zawsze dziwiło, ilekroć byłam w Hiszpanii - to ludzi w każdym wieku tańczący do lokalnej muzyki na ulicy. Nie chodzi o to, żeby tańczyć dobrze, chodzi o to, żeby po prostu tańczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz