poniedziałek, 5 września 2011

Avante, Camarade!

Jak wszyscy już wiedzą, jestem w Portugalii. W Lizbonie. Decyzja była spontaniczna i właściwie jeszcze 2 godziny przed tym, jak miałam wyjść z domu, nie byłam spakowana. Ale ale, póki co dotarłam tu bez żadnych większych uszkodzeń na duszy czy ciele.

Moje pierwsze wrażenia z Lizbony były nijakie - pierwszą godzinę spędziłam próbując się dostać do mieszkania mojego CS hosta, który jeszcze był w pracy. Metro w Lizbonie działa fantastycznie, właściwie do każdego miejsca miasta można się nim dostać.


Stacje są bardzo estetyczne, póki co widziałam tylko trzy: jedną białą (poprzednie zdjęcie), jedną przy parku zoologicznym z namalowanymi na ścianach zebrami i jedną...


... z namalowanym ogromnymi, śpieszącymi się ami z Alicji ;)


Kiedy w końcu dotarłam do mieszkania, nie mieliśmy za wiele czasu na marnowanie go i od razu ruszyliśmy na (największy!) festiwal muzyki. Po drodze miałam okazję zobaczyć Christo Rei, zabytek, który jest najczęściej nieodwiedzany przez turystów, bo połączenie z nim jest strasznie kiepskie. Christo znajduje się na ogromnej górze i ramionami obejmuje Lisbonę. Trochę jak w Rio (bo tam Portugalczycy też mieli swoje wpływy). Trochę jak w Świebodzinie... ;)


Stojąc na Chrystusowych stopach, mogłam ujrzeć prawdziwy koniec świata - tam, gdzie ląd się kończy, a woda wpływa w przepaść.

... Mogłam też ujrzeć most do złudzenia przypominający ten w San Francisco...!
Zaprojektowany, zresztą, przez tego samego architekta (c0, patrząc na zdjęcie, nie jest zaskakujące), most był wcześniej nazwany Mostem Salazara, jednak wraz z obaleniem dyktatury, nazwę zmieniono na Most 25 Kwietnia, bo wtedy właśnie przewrót nastąpił.

Ale, ale, w końcu dotarliśmy na miejsce festiwalu. Przy wejściu dostałam bilet z... sierpem i młotem (!), a powitała mnie ta jakże wesoła melodia:



do której kolorowo ubrani ludzie tańczyli wszędzie, gdzie się dało.
(melodia nich sobie leci w tle, jest taka miła!)

Okazało się, że festiwal jest co roku organizowany przez Partię Komunistyczną (która w ostatnich wyborach zebrała tylko 5% głosów). Jakie to dziwne, jak różne można mieć z komunizmem skojarzenia. Dla nas - to terror, uciśnienie, rozbój, zamach na wolność, a dla Portugalczyków (których komunizm wyzwolił od faszystowskiej dyktatury w '74 roku) to właśnie wolność, poszanowanie godności człowieka. U nas czerwony goździk to symbol komunistycznych obrządków, a tam - to kwiat wolności, wyzwolenia!

Tak czy inaczej, festiwal nijak się miał do prezentacji siły czy do werbowania nowych członków - po prostu, dobra zabawa.

Nasza dobra zabawa zaczęła się od stania w długiej kolejce po coś do jedzenia, a potem - znów w długiej kolejce - po odbiór dania. Byłam dość zawiedziona, gdy okazało się, że ta "pyszna, typowa portugalska zupa" wygląda jak na obrazku. Ku mojemu zdziwieniu - była naprawdę smaczna!



A potem poszliśmy już na koncert. Tylu ludzi, machających wesoło czerwonymi flagami, tyle energii w tym tłumie! Całe rodziny przyszły, małe dzieci, staruszkowie, imigranci, uchodźcy, rodowici Portugalczycy...! Wszyscy czekali na koncert grupy Xutos, o której...

...mój host, Pedro, powiedział, że to legendarna portugalska grupa. Grają 35 lat, jeden członek miał miesiąc temu wstawioną nową wątrobę, inny właśnie został dziadkiem (i ponoć tak też wygląda), inny cierpi na reumatyzm. Po takim wstępie nie oczekiwałam niczego wielkiego, ale to, czego doświadczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania...

Mnóstwo ludzi, cały tłum, WSZYSCY (a przynajmniej tych 1000000 osób dookoła mnie) przez półtora godziny śpiewają piosenki razem z zespołem, tekst jest znany każdemu, każdy tańczy - bez względu na wiek! - każdy przeżywa tę muzykę! Pedro po koncercie powiedział mi, że ten zespół to część świadomości narodowej Portugalczyków, ciekawe. A posłuchać zespołu można tutaj (długo się rozkręca, polecam ustawić sobie od razu na 0:56 i poczekać sekund pięć na przyjemną linię melodyczną):



============================================
a wyobraźcie sobie, że nagle, z ogromnego tłumu, doleciało do mych uszu moje imię...! Obróciłam się, a tam... No, ale o tym za kilka dni!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz