wtorek, 26 lipca 2011

Do celu...

To chyba już rutyna. Rano wstaję, idę z turkoczącą walizką po zaspanym mieście, ostatnich 100 metrów biegnę truchtem, bo boję się, że się spóźnię na autobus. Te wszystkie przystanki, duże ulice, podziemne przejścia, autobusy, zaspani ludzie - to wszystko jedno i to samo, już nie ma różnicy, jakie miasto...


Po kilku godzinach w samolocie (w którym pożałowali nam nawet napojów...) zbliżałam się już do miejsca, gdzie kolejny etap podróży się miał zakończyć. Nie miewam strachu przed lataniem, nie boję się lądowań ani startów, nie boję się silników wyjących ani turbulencji. Tym razem jednak naprawdę coś w środku mnie drgało. Ze wszystkich moich dziwnych lądowań, tego najbardziej się obawiałam. Nie chodzi o to, że umieranie czy życie mi mignęło przed oczami - chodzi o to, że jeśli miałabym się gdzieś roztrzaskać, to nie tutaj...!


Na dworcu pan sprzedający ostrygi i inne przysmaki za 1 lirę. Właściciel hostelu, z którego teraz piszę podał nam kilka zasad na dzień dobry, między innymi (np. "nie gotujcie śmierdzącego żarcia") - nie kupujcie żadnego żarcia poniżej 2 lirów. Zaoszczędzicie, a w szpitalu wydacie 150 razy tyle. Podobno w ciągu 5 lat działania tego hostelu miał już ponad 50 takich przypadków. No, ale nikt nie umarł.


Duże zaskoczenie dla mnie, bo od razu porównanie z Polską. Cola Turka, napój pseudo-colowy jest tutaj popularny prawie tak jak coca-cola. To, co mnie zaskakuje to nazwa - czy jeśli w polskich sklepach byłyby butelki z napisem "Polska Cola", czy byłyby popularne...?


Czekając na autobus, obserwowałam tę dziewczynę: pełna pokory, skromna, życzliwa i ciepła. Pulchna, a pewnie jej to nie przeszkadza. Piękna duchem.


No, ale z Izmiru do Stambułu, autobusem. Wszyscy robią duże oczy, a na ich duże oczy duże oczy robię również i ja. Mówią: autobusem? lepiej kup bilet samolotowy... Ja na to: to przecież niecałe 600 km, prawda? Oni: Tak, ale to ponad 10 godzin... Albo: oni: Kup bilet na samolot, ja: Jestem studentką (=nie mam kasy), oni: To nie trać swojego czasu...
Na szczęście bus pierwszej klasy: klimatyzowany, z tv, co chwilę picie, jakieś przysmaki, wygodnie. Było miło.


Ja to jednak lubię jeździć autobusami, autami czy pociągami przez jakiś kraj. Szczególnie te pierwsza dwa są mi przyjemne - dają możliwość podpatrzenia zwykłego życia, zwykłych krajobrazów, nie jedzie się aż tak szybko, by szczegóły umykały. Jasne, traci się czas - a w sumie, może się go właśnie zyskuje...?


W Stambule byliśmy o 6. Nim dotarliśmy do hostelu, była już 7. Hostel budził we mnie pewną konsternację od początku, bo na stronie, przez którą go rezerwowałam, miał skrajne oceny - od "wspaniały, a gospodarz zabawny i kochany!" do "obrzydliwe miejsce, nie da się tam wytrzymać, właściciel to cham!". Pomyślałam jednak, że kurde, w jednym z najdroższych miejsc w Europie (na świecie może?) płacę tylko 20 zł za dobę, więc na serio nie powinnam oczekiwać za wiele. Bałam się, co prawda, że hostel nie istnieje... Istniał. W uliczce pełnej śmieci. No, ale okazało się, że wewnątrz jest całkiem fajnie, całkiem przyjemnie. Hurra.

Nim jednak mogliśmy wejść do środka (= nim panowie ze zdjęcia zadzwonili do właściciela hostelu, by go obudzić), czekaliśmy na zewnątrz, a ci panowie poczęstowali nas tureckimi przysmakami: burkiem i jakąś słodką bułką. W sumie chyba poczęstowali mnie, a Tomek to na doczepkę, ale ważny jest efekt. No właśnie: kobiety (a przynajmniej ja) nie są wcale traktowane w Turcji źle. Są traktowane jak słabsze, jasne - ale ma to swoje dobre strony, na przykład darmowy przejazd, rozwiązywanie moich problemów, telefonowanie za mnie, gdzie trzeba (wczoraj z dworca do hostelu, żeby utrzymać moją rezerwację, dzisiaj, by obudzić właściciela)... Ale to samo obserwuję dookoła: kobiety, często pozakrywane, otrzymują tyle ciepła i wsparcia od swoich mężczyzn, że tylko pozazdrościć. Cóż, można być albo zachodnią feminą albo islamską żoną. Można też nie stosować takich kategorii i być szczęśliwą i poza nimi :)

okej, idę podbijać Stambuł.

2 komentarze:

  1. Właśnie też bym się gdzieś przeleciała, ale chyba wybiorę się autostopem na południe. Bawcie się dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  2. makabra, jak tu gorąco...! wypacam już 8me poty z siebie!!!

    OdpowiedzUsuń