wtorek, 26 kwietnia 2011

Kolejne paragrafy

Dziś Adaś poszedł na wykład rano, więc musiałam sobie zorganizować czas sama. Po małym spacerku dookoła, zajęłam się tym, czym powinnam, czyli...


... pracą licencjacką. Fajnie tak, siedzieć nad rzeką, czytać kolejne teksty na interesujący mnie temat i produkować kolejne paragrafy mojego licencjata, wciągając sałatę i jakiś mikrochlebek, a w uszach mieć to.


No ale sielanka nie trwała długo, ponieważ zorientowałam się, że komórka mi przestała działać, a lada moment miałam się spotkać z Adamkiem (który miał się do mnie odezwać smsem, niestety). Panicznie rozejrzałam się dookoła i tak poznałam Khalida, którego telefonu potem użyłam. Pogadaliśmy trochę, po francusku (!), pijąc jabłkową oranżadkę, której hektolitry pewnie przywiozę z powrotem do domu. Strasznie przyjemny i radosny człowiek, szczególnie...


... zważywszy na fakt, że jakiś czas temu pewien kretyn go potrącił, co doprowadziło do utraty prawej nogi. Cóż, nie ukrywam, że jego nastawienie do świata i ludzi, jego niezależność i niezwykła siła i hart ducha zamurowały mnie. Po raz kolejny dochodzę do wniosku że kalectwo to stan psychiki raczej niż ciała. Przez cały ten czas, kiedy z nim gadałam, szłam do sklepu, czy jechałam tramwajem nie odczułam ani przez chwilę, że czegoś mu brakuje. Samą mnie to zdziwiło.

... i jeszcze, zmieniając nieco temat:

mając do wyboru 17 białych koni, ileś karoc, autka i szaloną, dziką świnię - pewnie wybrałabym tą ostatnią właśnie, bo najlepiej obrazuje mój stosunek do rzeczywistości dookoła mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz