niedziela, 24 kwietnia 2011

do Adamka


... nie chcąc znów zapomnieć o pociągu czy zgubić biletu, ruszyłam się z miejsca poprzedniej notki i poszukałam właściwego TGV.

TGV to takie super-szybkie pociągi (320km/h) i każdy mnie zachęcał, żebym wypróbowała tego środka transportu. Czułam się nieco jak biedna wiejska dziewczynka, który po raz pierwszy styka się ze światem technologii, ale na szczęście nie trwało to porażająco długo.


Sama przyjemnostka była dość droga - po pierwsze dlatego, że jest ona droga sama w sobie (najtańsze bilety 25e), a po drugie - kupowałam bilet kilka dni temu, więc kwota trzykrotnie podskoczyła. Ponieważ różnica w cenie pomiędzy drugą i pierwszą klasą wynosiła tylko 5e, pozwoliłam sobie na chwilę komfortu, w który wliczona była własna lampka i kontakt do podładowania laptopa.

Widoki były takie se, nie porażało.

Wieczór spędzony z Adamkiem i Maxencem, jego współlokatorem. Strasznie fajnie, gadanie o wszystkim i niczym, było słodko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz