wtorek, 26 kwietnia 2011

Bobos

Wybraliśmy się z Adamkiem na przechadzkę do jednej z nowszych dzielnic Lyonu, która powinna stanowić (chyba) popis architektury nowoczesnej. Miejsce szczególnie popularne wśród "bobo" (zbitka słów "bourgeois-bohème"), zdających się kochać snobizm i wszystkie nowe trendy. Dość bezkrytycznie, wydaje mi się.


Osiedle jest jeszcze w fazie budowy, choć część mieszkań wydaje się być już zamieszkała. Posadzone drzewa niewiele są wyższe ode mnie, a posadzone "łąkowe" rośliny wyglądają strasznie nienaturalnie wśród tego całego modernistycznego syfu.



Kształty, geometria, kolory, materiały. Wszystko ma łamać zasady, przełamywać bariery, rozszerzać jakieś horyzonty myślowe. Wszystko ma być z zasady bez zasad, nowe, inne, zaskakujące.


... zastanawiam się tylko, gdzie kończy się nowoczesność, a zaczyna kicz. zastanawiam się też, jaki jest sens w stawianiu tak wielu tak brzydkich i niepasujących do niczego budynków, za które kolejne pokolenia będą na swych przodków pomstować. Zastanawiam się też, czy dumą czy raczej obciachem byłoby, gdybym (nie z mojego wyboru, a - powiedzmy - rodziców) miała w takim szkaradztwie zamieszkać ...



Te dwa to w sumie jedyne budynki w tej okolicy, które przypadły mi do gustu. Oprócz tego, że nie są tak rażąco brzydkie, jedna z różnic między nimi a resztą polega na tym, że są to stare budynki zaadaptowane do nowych czasów. Pierwszy to dom mieszkalny, w drugim będzie galeria sztuki. I właśnie - nie razi, nie boli, nie kłuje. Jednak można być i nowoczesnym i ładnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz