piątek, 4 marca 2011

Robbie Dude

Dzisiejszy dzień na pewno nie był szczególny. Przede wszystkim, zaczęło się od brudnego pociągu...



Rzadko kiedy marudzę na temat środków transportu, ogólnie będąc raczej szczęśliwą, że są, że nie muszę przeciążać stóp (jakby to ujął pan jogin z porannych zajęć), jedmak to - to była już przesada. Pociąg tak brudny, że zakamuflowany, ciężko było odróżnić okno zasłonięte od odsłoniętego.


Niestety, od wewnętrznej strony rewelacji też nie było. Cóż, przynajmniej wiosenne słonko nie dawało nam po oczach, umożliwiając...


... naukę. Maria trzaskała zadanka z gramy opisowej, a ja dopracowywałam jutrzejszy dzień. Okazuje się, że ze słuchawkami na uszach, w których pobrzmiewa Moby, nawet i śmierdzący Pekap jest ok.


... a kiedy już dojechałyśmy do Łodzi, czekał na przystanku na nas Robbie Dude. Niezwykły gość, który uczy tu angielskiego gimnazjalistów w szkole młodych recydywistów. 23 lata, właśnie skończył licencjat w muzyce alternatywnej, a w następnym planuje rozpocząć gdzieś studia o kierunku "kompozycja". Robbie to naprawdę fajny gość, bardzo spokojny i ułożony, ale też zabawny i skromny. Jego muzyki możecie posłuchać tutaj (szczególnie polecam "Cat's tail" i "Low", jednak inne, dość *dziwaczne* są również... *interesujące*).

A Robbie przygotował nam pyszne danie, które wycisnęło nam obu łzy. Kuchnia wegańska nie musi być nudna, na szczęście!

trzymajcie kciuki jutro o 14.
błagam.

2 komentarze: