wtorek, 8 lutego 2011

Tel Aviv, targi (czyli to, po co tu przyjechałam)

... a kolejny dzień zaczął się wcześnie, bo o 6. Śniadanie hotelowe, pyszne, a jednak ja jestem jakaś niepocieszona, bo właściwie to takie *międzynarodowe*, a ja przecież nie po to gnam do Izraela, żeby jeść mozarellę...?

No i właśnie, mam tu ciągły problem z moim wiekiem. Nawet na stołówce, gdzie jest osobna część dla "dzieciaków" i osobna dla "biznesu". Siadam po mojej, właściwej stronie, a po chwili podchodzi pan i każe (bardzo grzecznie, ale jednak "prośbą" bym tego nie nazwała) mi się przesiąść. Ja na to, że nie-e, że ja nie mieszkam na 7, tylko na 12 piętrze (siódme to chołota :P), każe mi pokazać klucz i przeprasza, bardzo, po chwili wraca z niedostępnymi na stołówce ciastkami i przeprasza raz jeszcze. Fajnie, ale już jestem zmęczona tą gadaniną.


No, ale o 7.30 już byłam w autobusie (choć znów próbowano mi wyperswadować, że ten bus jest dla biznesu) i podziwiałam Izrael z okna. Fajnie, inaczej.

Zaraz po przyjściu rozpoczęła się Ceremonia Otwarcia, były przemowy wszystkich waznych ludzi świata (tego tutaj: prezydenci, ministrowie, itakdalej, był nawet pan przedstawiciel Lietuvy, która stara się wszędzie poakzać). W sumie z 7 przemów tylko 2 były nieczytane, a z tych dwóch tylko jedna była mówiona dobrym angielskim. No, ale były przerywniki - opera, instrumenty, taniec... Jedno fajne zdanie, które zapadło w pamięć:

Cóż, nie bez powodu w języku hebrajskim słowo "wakacje" i "wolność"
ma jeden odpowiednik - hofesz

Po czym nastąpiły urocze seminaria na temat Izraela. Mówiła przedstawicielka ministerstwa turystyki ("My, w Izraelu, mówimy głośno, bo z głębi serca") i przedstawiciel izraelskich linii lotniczych EL AL, którego zdolności oratorskie powaliły wszystkich na kolana:


[nie chodzi o to, co powiedział, chodzi o wspaniałość przerw i zabawę tonacją, gestykulacją; ale powiedział, że Izrael jest miejscem PRZEWSPANIAŁYM, które zmienia każdego - mniej więcej, bo teraz siedzę w głośnej knajpie i nie słyszę :( ]

... a potem jeszcze kilka wykładzików i...
...żarcie... :)


... spróbowałam chyba wszystkiego, co było, wreszcie byłam w pełni szczęśliwa, bo na stołach stało samo jedzenie izraelskie. To, co widzicie to akurat jest sałatka z awokado, mnóstwem przypraw, cytryną, limonką, papryką(....)

... to był taki bankiecik na rozluźnienie, gdzie kazdy gadał z każdym, po prostu. I teraz, opis zdjęcia. Pierwszy plan, gość w krawacie w kropki - izraelski minister turystyki ("O, jesteś z Polski, jak Ci się tu podoba? Często bywasz w Izraelu?..."), ale ważny jest drugi p(l)an. Na drugim planie, ten uśmiechnięty, pogodny starszy pan to pan Moshi, Szwajcar o izraelskich korzeniach, osoba wprost niesamowita. W sumie tutaj, gdzie mój wiek odgrywa tak dużą rolę, przekonuję się, że wiek nie ma właściwie znaczenia, czego przykładem jest Moshi właśnie. Wspaniale wyluzowany gość, który kiedyś pracował w różnych ważnych miejscach, a teraz założył małą agencję turystyczną. Na dobrą sprawę cały dzień gdzieś się koło mnie pojawiał (widocznie widząc, jak strasznie zestresowana byłam) i żartował, opowiadał strasznie mądre i proporcjonalnie smieszne dowcipy, super!

... potem przez kilka dobrych godzin rozmawiałam z ludźmi najróżniejszymi, nawiązując "kontakty biznesowe". nic ciekawego, umysłowo męczącego, ale...



... udało mi się na szczęście wyrwać ze szponów kapitalizmu i niczym Che pomknąć w głąb TelAvivu, ciesząc się zimą i spódnicą powiewającą na wietrze. Fajnie to wszystko wygląda, szkoda, że dźwięk się nie załadował.



[wszędzie trąbiący kierowcy i ci przed nimi, nic sobie z tego nie robiący]

[brudny i zaniedbany pan mechanik w bluzie Benettona i kawałek Shahara]

Po zobaczeniu mnóstwa wielu interesujących miejsc, pojechaliśmy do turystycznego must-see, Old Jafo. Zabawne, miejsce to uważane przez turystów i znaczną część przewodników za część Tel Avivu, ale właściwie jest to dość absurdalne. Powód? Yafo Ahatika jest miejscem biblijnym, miastem istniejącym od co najmniej 3 tysięcy lat. Tel Aviv założony został jakieś 100 lat temu, więc jest raczej "naroślą" Yafo, niż jego zbiorem głównym.


Miejsce ładne, stare, choć wyremontowane. Dzięki fanstastycznie dobranemu kolorowi chodnika, nie widać tej "nowości", choć ponoć tu cały czas się coś zmienia.


A to mi trochę przypomniało Wilno, dlatego, dla Pauliny specjalnie, wstawiłam to tu. Dość pokaźna wystawa uliczna.


... no ale najciekawszym i tak pozostaje...



... skamieniałość, w której urosło drzewo i którą ot tak, wkomponowano w miejski krajobraz.

Tel Aviv.
[widać nawet hotel, w którym się zatrzymałam...]


Dzień PRAWIE się skończył, bo przede mną jeszcze mała kolacyjka była...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz