niedziela, 19 grudnia 2010

Praca

Okazuje się, że dorosłość wcale nie jest taka kiepska. Wszystko da się poukładać, jeśli tylko się zhardzieje, jeśli beczeć przestanie i zaakceptuje zastany stan.


No, łatwo mówić. Prawda jest taka, że jednak do powyższej mądrości dochodzę średnio raz na trzy dni, zawsze po tym, jak będąc zmęczoną, chcę zakopać się w jakiejś przydrożnej zaspie i przehibernować tam czasy "burzy i naporu".

Na szczęście, czasem w miejscu poważnej pracy znajduję małe przyjemnostki - ciastko marchewkowe od irytującego Amerykanina, Szyderczą Monikę, Nadobną Olgę czy "jedwabiste" głosy w telefonie. I jednak muszę przyznać, że dorosłość wcale nie jest taka tragiczna ;)

btw. why is it so that "adulthood" and "adultery" can sometimes be mistaken?

1 komentarz:

  1. za ciasto marchewkowe powinien mieć dużego plusa!

    OdpowiedzUsuń