czwartek, 2 grudnia 2010

Kelly

Kelly jest z Londynu i pracuje ze mną. Oprócz tego, że jest świetną osobą, absolutnie absurdalną, jest też na tyle postrzelona, by ze wszystkich miejsc na świecie najbardziej ukochać Zieloną Górą. Wraz ze swoim mężem, Jimem, mieszkają tu już 3 rok i planują zostać na zawsze.

Z Kelly się poznałam szybko i szybko się też polubiłam. Zawsze w czwartki idziemy po pracy GDZIEŚ, gdzie gadamy tylko po polsku (a przynajmniej się staramy, wiecie, że nie jestem zbyt płynna). Tydzień temu poszłyśmy do McDonalds'a (Kelly tęskniła za domem, haha) i podjęłyśmy wyzwanie nauki czytania po polsku...


Mówiąc po polsku od urodzenia, dużym zaskoczeniem bywa odkrycie, że głupie słowo jak "guzik" czy "przyciski" mogą być dźwiękowym Mount Everestem.


No cóż, ja Kelly uczę polskiego, a Kelly próbuje mi wytłumaczyć, jak powiedzieć "ło|e|va" tak, by brzmiało jak Kate Nash [poniżej, 2:40] czy ci wszyscy inni cool Londyńczycy :)

1 komentarz:

  1. http://www.youtube.com/watch?v=bALW5QyXe10&feature=player_embedded

    OdpowiedzUsuń