poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Podróże po Polsce (czyli luźne myśli o turystyce w Polandowie)

Polska jest krajem absolutnie upośledzonym turystycznie. Dopiero w tym roku zdecydowałam się sama, dobrowolnie ruszyć w Polskę w kierunku, jaki wybrałam przez sen i muszę przyznać, że rozumiem, czemu Polacy to wybierają raczej morze, Mazury, góry czy inne kraje.


Przede wszystkim – o co chodzi z tymi wszystkimi przewoźnikami autokarowymi? Chcę dotrzeć z miejsca A do miejsca B i chcę móc otrzymać informacje o moich podróżach. Jest to, niestety, niemożliwe. Po pierwsze – Internet, w którym informacje o rozkładach autobusowych nie są na bieżąco aktualizowane. Nie ma możliwości, siedząc w Zielonej Górze, dowiedzieć się, jak długo zajmie i ile będzie kosztowała podróż z Sanoka do Zamościa. Informacja nie odpowiada, informacja turystyczna jest niedoinformowana, a w Internecie dane są przestarzałe. Co więcej, będąc w Sanoku również takiej informacji uzyskać nie mogę – dworzec PKP jest nieczynny (informacja podobno w Internecie, ale wifi nigdzie dookoła), na PKS okazuje się, że połączeń bezpośrednich nie ma, system padł i w sumie miła (!) pani w okienku mi nic nie doradzi („a lepiej do Rzeszowa czy Lublina?”). Po chwili okazuje się, że na alternatywnym, prywatnym dworcu autobusowym istnieje połączenie do Lublina inne niż nocne i możliwe nawet, że i do samego Zamościa. Trzeba się nabiegać. Informacja turystyczna nic nie pomoże, bo oni to od zwiedzania są, nie od planowania dalszych podróży.

[właśnie wróciłam z toalety na dworcu PKS w Sanoku]

Wyobraźcie sobie to: toaleta kosztuje 1,50 zł, umycie rąk – 20 gr. W zestawie do obu przyjemności dostajesz 2*25 cm papieru toaletowego (odmierzane od linijki) i dwa naciśnięcia mydła w płynie. Oto, jak można sobie radzić z kryzysem!

Ciężko też znaleźć w Internecie anglojęzyczną informację o tym, co właściwie zwiedzić. Polska nie jest nieatrakcyjna, jest po prostu niewypromowana. Mamy świetne tereny, piękne krajobrazy i naprawdę ciekawy folklor. Wszystko to, niestety, nieznane i niepromowane. Nawet Polacy są niedoinformowani – nie wiemy, co to są Bory Tucholskie, a większość Polaków nigdy nie była w Białowieży. Bieszczady ograniczają się do Soliny, a Kaszubi i Łemkowie to tylko słowa. Szkoda.

=========================

[dopisane później] Kraków, Dworzec Główny, godzina 21.30. Czynne dwie kasy, żadnej informacji. Panie w kasach niemówiące po angielsku. Dodatkowo, na moje pytanie o najbliższy pociąg do Sanoka odpowiadają, że mam przyjść o 6 rano, zapytać w informacji, to się dowiem. I wszystko byłoby w miarę zrozumiałe gdyby nie fakt, że Kraków to nie jakieś wygnajewo, tylko jedno z ważniejszych w Polsce miast.

=========================

[dopisane jeszcze później] Zamość, PKS. Żadna z kas nie działa, tak jak i informacja. Dyżurny ruchu nie umie mi powiedzieć, ile zajmie mi dostanie się do Lublina ani czy mam jakiekolwiek przesiadki gdziekolwiek, żeby się dostać do Warszawy. I znów wszystko byłoby zrozumiałe, gdyby nie to, że Zamość jest miejscem turystycznym (lista UNESCO), a Warszawa to stolica.

1 komentarz:

  1. we Wroclawiu pol roku temu pytam kajerke (mloda) jak jest roznica w czasie miedzy pociagiem o 3 a pociagiem o 4. Cena biletu podwojna wiec chce wiedziec za co wiecej place. Pani odpowiada: nie moge pani tego powiedziec prosze isc do informacji, dodam ze stoje juz 15 minut do okienka kasowego a w informacji kolejka jeszcze dluzsza, pytam pania: a nie moze pani tego sprawdzic w komputerze, na to pani bardzo sie zdenerwowala, ok wiec poprosilam o bilet i tyle. Tyle ze pani sprzedala mi na dzien pozniej z zemsty i mialam troche problemow w pociagu Oto cala Polska
    Ania

    OdpowiedzUsuń