niedziela, 31 stycznia 2010

0!


Jest 7:06.
no to pojechałam!

za 24 godziny dam znać, co u mnie:)

Zdjęcie z ostatniego dnia w domu - żegnanie się z przyjaciółmi:)

sobota, 30 stycznia 2010

2

Walizka stoi już prawie pełna, co chwilę coś do niej dokładam, ledwo się domknie pewnie. Każdemu gadżetowi wkładanemu do walizki towarzyszy tona prawie-łez, robi się trochę smutno i sentymentalnie. Ale też...

Narastająca ekscytacja! Ta podróż, to miasto, nowi ludzie, nowe smaki, nowy język... hurra!

odnośnie nowych smaków - mój luby ugotował mi pożegnalną kolację, na którą składała się...

pieczona papryka nadziewana ryżem i mięskiem... Choć nie lubię papryk, muszę przyznać, że ta była pyyszna.

Pieniądze wymienione, zakupy zrobione, część przyjaciół pożegnana... to wracam się pakować:)

środa, 27 stycznia 2010

5

Zdałam dzisiaj ostatni egzamin - z językoznawstwa. Kiedy zobaczyłam pytania, zbladłam. Zawsze byłam obdarzona bujną wyobraźnią, więc nazmyślałam sporo. Okazało się, że część odpowiedzi była poprawna i w efekcie - zaliczyłam na 4. Jutro o 9 idę po ostatni wpis, oddaję indeks i - farewell, UZ!

Po tych dwóch tygodniach intensywnych testów, kartkówek i egzaminów czuję, jakby mój mozg był wyprasowany albo jakbym zamiast niego miała wdmuchnięta watę cukrową. nie chce mi się myśleć, przetwarzać kolejnych informacji, uczyć niczego nowego. brr.

Trochę łapie mnie przedwyjazdowy stres. Że sobie nie dam rady, że będę tęsknić, że ten wyjazd wcale nie będzie dobry, że będę siedziała w zimnym,litewskim akademiku i
odliczała dni do powrotu. boję się, że litewski akcent bedzie dla mnie niezrozumiały. boję się, że będę zbyt płakać za bliskimi, za kołderką i normalnym jedzeniem.

Jutro zaczynają się prawdziwe przygotowania do wyjazdu, dopinanie wszystkiego na ostatni guzik. Trochę smutno, trochę łzwawo.

poniedziałek, 11 stycznia 2010

20

i naprawdę okazuje się, że wszyscy stają się milsi, bardziej wyrozumiali. Stają się tacy, że na pewno będziesz za nimi tęsknić, choćbyś dotąd ich nie lubiła.

W kwestii samego wyjazdu - przygotowania idą pełną parą. Dziś zamówiłam Netbooka (10 cali), kupiłam kilka par grubych rajstop, ciepłe spodnie i kilka swetrów. Nie jestem w stanie uwierzyć, że gdziekolwiek może być zimniej niż za drzwiami. Doświadczałam już różnych zimn w różnych zimowych krajach, ale nigdy nie byłam w miejscu, gdzie temperatura sięgała -20*C, a taką właśnie pochwalić się może Wilno. Niestety.

Podjęłam też pierwszą próbę gotowania...


... a oto jej efekty:) Kurczak w sosie curry. Mam nadzieję, że uda mi się przeżyć na tym pół roku.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

27

tyle dni do wyjazdu.

Teraz każdy moment, każda chwila przy tych, na których mi zależy jest cenna i na miarę złota.
Mam skrajne humory, najpierw boję się, że umrę tam z głodu (póki co ugotowałam raz w życiu makaron), a za chwilę - że będę się obżerała świństwami i wrócę wyglądając jak wielka guma-kulka.

panika.